niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział X - Jest coraz gorzej i gorzej...

Dziewczyna próbowała protestować, ale nie słuchałam jej. Zdecydowanym krokiem ruszyłam na górę, a za mną z nagim torsem poleciał Zayn.
- Musisz porozmawiać z Harry’m. – powiedział, łapiąc mnie za ramię.
- On pewnie nic nie pamięta i ma kaca.
- Co z tego? Jak nie pamięta, to trzeba mu uświadomić, co się stało!
- Będzie załamany. Nie chcę, żeby cierpiał.
- To przecież jego wina. – przypomniał mi chłopak.
- Nie. To wina Hayley.
- Mógł się nie upijać.
- Mogła go nie całować.
Przez chwilę staliśmy, mierząc się wzrokiem.
- On MUSI wiedzieć. Jak ty mu nie powiesz, to ja mu powiem. Przecież to ci nie da spokoju, dopóki tego z nim nie obgadasz. Zranił cię i powinniście to sobie wyjaśnić.
- Co takiego mamy wyjaśniać? – usłyszałam głos Harry’ego. Ja i Malik odwróciliśmy głowy w jego stronę.
- Idź po aspirynę dla niego. – poleciłam przyjacielowi widząc, jak Hazz przesuwa sobie dłonią po czole.
- Ale musisz…
- Porozmawiam z nim, okay? – poddałam się – No idź już!
- Dobrze. – westchnął i poszedł na dół po lek.
- Co się stało, Becca? Co takiego musisz mi powiedzieć?
- Bo… Niedawno wróciłam do domu i zastałam was…
- Wiem, przesadziliśmy. Przepraszam.
- W porządku tyle, że… Byłeś pijany i Hayley to wykorzystała… Ona cię… Ona… Pocałowała cię. – głos mi się załamał – I to tak dosyć… Hmm… Namiętnie? Ja kazałam jej się wynosić i…  - nie dałam rady dokończyć, moje oczy zaszły łzami. Zresztą nie tylko moje. Harry’emu już spływały po policzkach słone krople. Nie mogłam na to patrzeć. Wbiegłam do swojego pokoju, nawet się nie odwracając. Padłam na łóżko i zaczęłam wylewać łzy w poduszkę. Jak ona mogła mi to zrobić…? Chociaż w sumie powinnam była to przewidzieć! Przecież ją znam i wiedziałam, do czego jest zdolna. Mogłam się domyślić. Ale jej zaufałam… I po co? Nagle usłyszałam ciche pukanie.
- Proszę. – powiedziałam niewyraźnie. Harry przy mnie kucnął, poznałam go po zapachu, chociaż nie uniosłam nawet głowy. Jak pies.
- Wybacz mi. Ja przepraszam. Zayn mi o wszystkim powiedział, tak strasznie mi przykro. Nie powinienem był tak się spijać, to moja wina. – wyrzucił z siebie przez łzy.
Podniosłam się i spojrzałam mu w oczy.
- Kocham cię. To nie twoja wina, tylko Hayley. –  i z tymi słowami go objęłam. W tej też chwili usłyszałam głos Louisa dochodzący zza drzwi.
- O nie, na to ci nie pozwolę! – już dawno nie słyszałam, żeby był tak wściekły – Nie wejdziesz tam i nie zepsujesz im tego! Już i tak wystarczająco namieszałaś!
- Nie upieraj się, BooBear. – że co ta Hayley powiedziała?! Omal nie wybuchłam śmiechem. Nikt tak do niego nie mówi, tylko Harry – Muszę z nim porozmawiać.
- Daj im spokój. Nie widzisz, że oni się kochają? Po co to psujesz? Nie możesz zająć się własnym życiem, musisz się, za przeproszeniem, wpieprzać do Rebecci?
- Słuchaj LouLou… - kolejne interesujące określenie… Co ona, w mojego chłopaka się bawi?
- Nie, nie posłucham. Idź stąd. Przypominam ci, że została ci już tylko godzina i czterdzieści pięć minut na spakowanie się.
Na korytarzu rozległo się jej dumne prychnięcie i stukot wysokich obcasów.
- Chodź, Hazz. Trzeba podziękować „LouLou”. – zachichotałam.
- Racja. – pocałował mnie czule i opuściliśmy pokój. Tomlinson stał, opierając się o balustradę schodów i przeczesywał palcami włosy. Wiem, że nie lubi się kłócić.
- Hej, Lou! – zawołałam z uśmiechem – Dzięki za ochronę.
- Hej, Rebecca, hej Curly. Już wszystko między wami okay, jak widzę? – uśmiechnął się ciepło.
- Tak. Dzięki za pomoc. – Harry przytulił przyjaciela. Słodki widok.
- Idę się czegoś napić, zestresowałam się. – stwierdziłam i zeszłam na dół, gdzie Niall i Zayn grali w FIFĘ, a Liam im kibicował. Na mój widok przerwali.
- Wszystko w porządku? – spytał Li opiekuńczym tonem. To miłe, że wszyscy się teraz o mnie troszczą. Ale na tym polega przyjaźń, no nie?
- Tak, dzięki. Wyjaśniliśmy sobie to i już jest dobrze. Mam ochotę na podwójne waniliowe macchiato. Chce ktoś?
- Niee. Ale dzięki. – odparł Niall wracając do FIFY.
- Coś się nie sprawdziłeś z tą aspiryną, Zayn. – zawołałam z kuchni, włączając ekspres do kawy – Mamy sklerozę w wieku dwudziestu lat, hm?
- Sorry, Becca. Pomyślałem, że lepiej wam nie przeszkadzać.
- Taa. W sumie racja. – wzruszyłam ramionami, ozdabiając szklankę jedną laseczką cynamonu i jedną wanilii. W końcu, po zrobieniu serduszka z mielonego cynamonu na kawowej piance, pociągnęłam pokrzepiający łyk gorącego napoju.
- A dla nas?! – wydarli się równocześnie Louis i Harry, którzy właśnie zeszli na dół.
- Z cynamonowym serduszkiem na piance? – droczyłam się. Oni są kochani.   
- Tak. – odparli jednogłośnie.
- Okay. – westchnęłam – Jaka kawa?
- Latte z mlekiem. – złożył zamówienie Lou.
- Oczywiście panie Tomlinson, już notuję. – zironizowałam – A dla pana, panie Styles?
- A ja poproszę cappuccino. Albo nie, mocha. Wielkie dzięki, panno Collins.
- Do usług. – posłałam mu całusa i zrobiłam obojgu kawę, którą udekorowałam pianką z serduszkiem.
- Co ze mną? – spytał znienawidzony przeze mnie głos. Hayley.
- Oo, już skończyłaś się pakować? To świetnie, zaraz zamówię ci taksówkę. – wysyczałam jadowicie. 
- Ciekawe, co powie moja mama… Hm… - ta podstępna żmija przekręciła głowę, nadęła policzki i przystawiła palec z paznokciem ozdobionym idealnym manicure’em do brody. Zamierza straszyć mnie ciotką Norą? Och błagam, nie ze mną te numery.
- Taak, to rzeczywiście bardzo interesujące. – uśmiechnęłam się z przesadną słodyczą i wyciągnęłam komórkę.
- Taksówka będzie tu za niecałe dziesięć minut. – uśmiechnęłam się po chwili, kończąc połączenie – Ja zapłacę za dowiezienie cię do domu.
- Nie potrzebuję twojej gwiazdorskiej kasy! – warknęła – Stać mnie na głupią taksówkę! – po raz pierwszy przestała udawać i pokazała swoje prawdziwe emocje.
- Jak sobie życzysz. – przytaknęłam jej uprzejmie. Kiedy w końcu dojechał upragniony pojazd, pomogliśmy Hayley włożyć walizki do bagażnika, pożegnaliśmy ją z udawanym żalem i, również udawaną, uprzejmością.
- Wreszcie! Nie ma jej! Nie ma! Wyjechała i nie wróci! – zawołałam uradowana, gdy tylko zamknęłam za nią drzwi. Harry jakby na zwieńczenie sukcesu, podszedł do mnie i pocałował mnie w usta.
- Kocham cię. – szepnął mi do ucha – Nigdy o tym nie zapominaj.
- Ja też. Też cię kocham. – znowu się pocałowaliśmy.
- Och, błagam was! – zawołał Niall, wywracając oczami.
- Wracaj do FIFY, blondasku. – mruknął Harry.
Wróciłam do nieco już wystygłego macchiato. Nagle mój telefon zawibrował. Spojrzałam na ekran – SMS. Odblokowałam go i otworzyłam wiadomość.
„Hej, skarbie! Pamiętasz, jak mówiłem ci, że jeszcze się spotkamy? Wyjrzyj przez okno” Zmroziło mnie, krew ścięła mi się w żyłach. Max. To nie mógł być nikt inny. Uch, ledwo pozbyłam się jednego problemu, a już pojawił się następny.
- Co się stało? – spytał Liam, widząc moją minę. Nie odpowiedziałam, tylko podeszłam do okna. Mój były stał przed ogrodzeniem z trzema byczymi kumplami i szczerzył się do mnie, machając. Otworzyłam okno na oścież. Nie bałam się, chroniło nas dobrze zabezpieczone ogrodzenie. Poza tym, gdybyśmy zadzwonili po ochronę z pewnością nie musielibyśmy długo czekać.
- Co tam, kicia? Wyskoczysz gdzieś ze mną? – zawołał chłopak. Słysząc jego głos, wszyscy podnieśli się z miejsc i podeszli do okna.
- Idź stąd, Max. Wynoś się. Mam już dość stresu jak na jeden dzień. Wara spod mojego domu. – nie próbowałam nawet udawać spokojnej. Zupełnie wytrącił mnie z równowagi.
- Oho! Czyżbyś przespała się ze swoim pedałkiem bez zabezpieczenia i teraz stres cię zżera?
- Człowieku, co ty, rower składasz? – Zayn ma nawet niezłe pociski… - Weź spieprzaj, ona ma cię dosyć.
- Słuchał, niunia, pójdziemy sobie na jakieś party. U nas nie ma gejów.
- Spierdalaj. – nie wytrzymałam i zatrzasnęłam z hukiem okno.
- Ostro. – skomentował Louis, podkradając Niallowi chipsa z miski.
- Jak on mnie irytuje… Co za człowiek, w ogóle nie można mieć chwili spokoju.
- Nom. Faktycznie, wkurzający typ. – dodał Horan.
- Wiesz co? Chodźmy gdzieś na jakąś romantyczną kolację. Mogę cię porwać na dziś wieczór, księżniczko? Tak na poprawę humoru po tych wszystkich dzisiejszych… Hm… Nieprzyjemnych sytuacjach. – stwierdził nagle i z nikąd mój chłopak. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Kolację?
- Czemu tak się wytrzeszczasz? Wieki nie byliśmy na randce. – uśmiechał się do mnie szeroko, ukazując urocze dołeczki w policzkach. Temu uśmiechowi nie mogłam odmówić.
- No dobra. W sumie to chętnie.  
- To przygotuj wieczorową kreację, bo miejsce, które mam na oku jest dość ekskluzywne.
- Ale to będzie kosztować…
- A daj spokój. – machnął niecierpliwie ręką – Stać mnie na kolację z moją dziewczyną. Podjąłem już decyzję i nic nie zepsuje mi wyjątkowego wieczoru.
Tylko uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go w policzek.
***
Po raz kolejny przejrzałam się w lustrze. Czy nie wyglądam zbyt ekstrawagancko? Czy ta sukienka nie jest przesadzona? Mimo tych wątpliwości nie potrafiłam oprzeć się swojej ukochanej sukience. Trudno, co ma być to będzie. Ostatecznie mój strój wygląda przecież nie najgorzej. Nagle rozległo się ciche pukanie do drzwi.
- Proszę! – zawołałam. Harry powoli wszedł do pokoju, a na mój widok oczy omal nie wyszły mu z orbit. Stał z otwartymi ustami i gapił się na mnie bez słowa.
- Co? – zdziwiłam się – No co? Coś mi się podwinęło? – zaczęłam nerwowo spoglądać na materiał.
- Yyy… Nie. Nie, skądże, po prostu… Hm, wyglądasz niesamowicie.
- Dziękuję. – rozpromieniłam się – To co, idziemy?
- Tak, no pewnie. – podał mi ramię jak prawdziwy gentleman i zeszliśmy na dół. Chłopcy zagwizdali na nasz widok i życzyli nam udanego wieczoru. Ku mojemu zdziwieniu czekała na nas limuzyna, która zawiozła nas pod jedną z najbardziej ekstrawaganckich restauracji w Londynie. Kiedy zobaczyłam ten tłum paparazzich czekających na nas przed wejściem tylko westchnęłam zrezygnowana. A miało być tak pięknie… Ja i Hazz wysiedliśmy z auta w towarzystwie dwóch ochroniarzy i weszliśmy do środka.
Randka była świetna. Nawet pomimo tłumu fotoreporterów czyhających na zewnątrz. Zjedliśmy kolację z jednego talerza i dobrze się bawiliśmy, nie zwracając uwagi na prasę. Kiedy wróciliśmy do domu, niemalże od razu poszliśmy spać, tym razem u niego w łóżku. Chłopcy rzucali zboczone komentarze, ale nie przejmowaliśmy się tym.
***
-Hej. – uśmiechnęłam się do chłopaków, schodząc na dół.
- Cześć. – odpowiedzieli chórem – Jak tam noc z Harry’m?
Pokazałam im język
- Dobrze wiecie, że… Ech, nieważne. – wywróciłam oczami, wyciągnęłam komórkę i weszłam na Twittera. Już dawno tam nie zaglądałam, bo nie miałam ochoty czytać o tym, że jestem dziwką. Ale zobaczyłam coś, na widok czego dostałam wytrzeszczu. Moje serce przyspieszyło do jakiegoś miliona uderzeń na minutę.
- Nie… - szepnęłam. Wyszukałam w Google interesującą mnie rzecz. Co za żmija… Hayley zniknęła z naszego domu, ale zanim wróciła do siebie, zrobiła ostatnią rzecz by mnie zniszczyć. I nie wiem, czy tym razem jej się nie udało. Łzy wypełniły moje oczy.
- Rebecca? Co się stało? Czemu płaczesz? – Liam jak zwykle pierwszy zorientował się w sytuacji.
- Spójrz. – podałam mu telefon.
- Ona poszła do gazety i powiedziała, że Harry po pijanemu zaczął ją obmacywać! Jak mogła! – chłopak był wstrząśnięty. Słysząc jego słowa Niall, Zayn i Louis podbiegli do nas i zaczęli wpatrywać się w ekran.
- Fuck! – zaklął Zayn.
- To totalnie zniszczy wam reputację. Przepraszam, to moja wina, to ja się zgodziłam, żeby przyjechała. Jak mogłam do tego dopuścić?
- Do czego takiego? – Harry jak zwykle zszedł w „idealnej” chwili.
- Sam zobacz. – Lou wyszedł do kuchni, nie mogąc znieść napięcia. Kiedy mój chłopak przeczytał artykuł, krew odpłynęła mu z twarzy. Przeczesał palcami włosy.
- I co teraz? Chociaż… Zaraz… Ja tego nie zrobiłem prawda? – spojrzał na nas z przerażeniem. No tak, mógł pomyśleć, że powiedzieliśmy mu, iż to Hay go pocałowała, żeby go nie denerwować, a tak naprawdę miała miejsce sytuacja opisana w Internecie.
- Nie. Przysięgam, że nie. – uspokoiłam go i się do niego przytuliłam – Nie denerwuj się, wyjaśnimy to wszystko.
- Tylko czy nam uwierzą, bo… - zaczął, ale akurat w tym momencie zadzwonił telefon. Paul wybrał sobie idealny moment.
- Co to ma, kurwa, znaczyć?! – był wściekły, nie panował nad emocjami.
- Ona to sobie wymyśliła. – pospieszyłam z wyjaśnieniami – Moja kuzynka pocałowała Harry’ego korzystając z tego że był pijany po imprezie, a potem wymyśliła całą tą historię, żeby się zemścić za to, że wyrzuciłam ją po tym z domu.
- No tak, to super zajebiście, tylko weźcie to wytłumaczcie żądnym sensacji tabloidom! Brukowce pożrą was żywcem!
- Zaraz to ogarniemy. Daj nam chwilę. – stwierdził Niall i się rozłączył – A teraz oboje wchodźcie na Twittera i prostujcie tę kwestię, a my zadzwonimy do „The Sun” lub „OK!” i będziemy z nimi dyskutować. Sorry, ale będziemy musieli wyłożyć im całą prawdę, jeśli chcemy jakoś sensownie się z tego wytłumaczyć. Do roboty! – zakomenderował. Napisałam następującego tweetlongera:
„Rozeszła się wiadomość, że Harry zaczął dotykać moją kuzynkę. To wszystko kłamstwo, a prawda jest taka, że ona pocałowała Harry’ego kiedy był pijany, a ja wyrzuciłam ją za to z domu. To była jej #zemsta #niewierzciewplotki”. Zayn i Liam naprzemiennie chaotycznie tłumaczyli całą sprawę przez telefon. Ja natomiast napisałam do mamy i ciotki Nory SMS-a: „Niech ona więcej nie pokazuje mi się na oczy. Niszczy tych, których kocham. To wszystko ściema, jak mogła tak nakłamać? Jeśli chciała mnie złamać to jej się udało. Powiedz jej ode mnie, że jest ohydna i się nią brzydzę.” Oczywiście mama zaraz do mnie zadzwoniła, a ja musiałam jej wszystko tłumaczyć. To samo z Rose i paroma innymi osobami, w tym ciotką Norą. Moja najlepsza przyjaciółka przyszła do nas i pocieszała mnie przez pół godziny, podczas gdy ja wylewałam łzy w jej ramię, a Higgins non stop do nas wydzwaniał. Harry trzy razy zwymiotował ze stresu, a ja ryczałam jak nigdy dotąd. Niall i Liam pojechali szlajać się po jakichś redakcjach. Moja psychika była na skraju wyczerpania, płakałam przez cały czas, nikt ani nic nie było w stanie mnie uspokoić. Napięcie sięgało szczytu. W końcu Louis zdecydował, ze pojedzie do Doncaster, Zayn poszedł w jego ślady i postanowił złożyć wizytę rodzinie w Bradford. Niall postanowił jechać do Mullingar, Liam do Wolverhampton, a Harry do Holmes Chapel. Nie pozostało mi nic innego jak jechać do domu. Tak też zrobiłam – spakowałam się i w końcu odwiedziłam rodziców. Spędziłam u nich tydzień. Trochę odpoczęłam i się uspokoiłam, ochłonęłam. Nie musiałam patrzeć na cierpienie Harry’ego i to przyniosło mi ulgę. Spotkałam się z paroma osobami ze szkoły, chodziłam na spacery z Rose i codziennie chodziłam na fitness. Wyłączyłam telefon, schowałam laptopa na strych, zupełnie odcięłam się od swojego życia. Tak jakby zrobiłam krok w tył – po części wróciłam do życia sprzed X Factora, rozpogodziłam się. W przeddzień powrotu do domu dzielonego z chłopakami w końcu włączyłam komórkę – Louis dzwonił trzy razy, Niall dwa, Liam dwa i Zayn dwa. Harry ani razu. Pewnie też postanowił odpocząć i odciąć się od rzeczywistości. Ale kiedy wróciłam do domu, nie byłam tego już taka pewna.
- Cześć! – zawołałam od progu. Wszyscy chłopcy już tam byli.
- Becca! – zawołali radośnie i rzucili się na mnie w wielkim uścisku, przewracając moje walizki. Tylko Harry w milczeniu siedział na kanapie i tępo mi się przyglądał.

- Hej, Hazz. – powiedziałam cicho. Reszta zespołu przyglądała nam się z napięciem. Ale mój chłopak wstał z miejsca i poszedł na górę, nawet na mnie nie patrząc, a ja poczułam jak potworny, trudny do opisania ból ściska moje serce.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka! Wybaczcie, że rozdział jest taki krótki, ale chciałam przerwać właśnie w tym miejscu. Bardzo was proszę, chociaż 3 - 4 komentarze! Błagaaam... Mój blog ma już jakieś 3000 wyświetleń, a to już rozdział 10 i bardzo wam wszystkim dziękuję. Kocham was <3

3 komentarze:

  1. Świetny blog!
    Nie mam pojęcia dlaczego Harry tak się zachował.Proszę napisz szybko kolejny bo ta sprawa będzie mnie męczyła...
    <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Woow! :D jestem ciekawa, czemu Harry się zachował, nie mogę się doczekać wyjaśnienia tego.! ;**

    OdpowiedzUsuń