sobota, 23 listopada 2013

Rozdział XI - Jesteś moim narkotykiem

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
- Rebecca? Dobrze się czujesz? – spytał zaniepokojony Liam – My też nie wiemy, o co chodzi. Zupełnie go nie rozumiem.
- On chyba… - zaczęłam niewyraźnie – Chyba podjął jakąś decyzję podczas pobytu u rodziny. Ja… - nie zdążyłam dokończyć, bo przerwał mi głos zza okna:
- Skarbie! Becky!
- Max. – wysyczał wściekle Zayn.
- To znowu ten idiota! – Louis aż kipiał z gniewu.
- Ja już z nim nie mogę! – Niallem targały emocje. Mną też.
- Nie… - jęknęłam – Tylko nie to! Nie mam już na to siły, nie mam siły, żeby się z nim kłócić! – ale muszę stawić temu czoło. Nie mogę zwalać tego na chłopaków.
- Zaraz go stąd wykurzę. – zaoferował się Malik.
- Nie. Ja z nim pogadam. – westchnęłam i podeszłam do okna.
- Won. Już.
- Ależ kochanie, nie denerwuj się. Ja tylko chcę cię gdzieś zabrać. Może noc w jakimś hotelu…
- Spieprzaj stąd, bo wezwę ochronę. – ucięłam i zaciągnęłam zasłony. Nagle wydarzyło się coś, czego nigdy się nie spodziewałam, nawet po swoim byłym. Rozległ się huk tłuczonej szyby. Ktoś przeklął, ktoś wrzasnął, ktoś gwałtownie złapał powietrze, ale ja o to nie dbałam. Patrzyłam jak wielki kamień uderza w głowę Zayna, w okolicach skroni. Wszystko działo się dla mnie w zwolnionym tempie. A co jeśli on go zabił? Przecież uderzenia w skroń czasem bywają śmiertelne. Boże, nie… Opadłam na kolana. Stop! Powinnam działać, a nie się tutaj chwiać. Wyciągnęłam telefon.
- Halo? Pogotowie? – zaczęłam drżącym głosem.
***
PIK. PIK. PIK. Jednostajne dźwięki wydobywające się ze szpitalnej aparatury wypełniały całe pomieszczenie. Delikatnie pogładziłam bladą, bezwładną dłoń Zayna spoczywającą w mojej dłoni, uważając, by nie poruszyć wenflonu w jego nadgarstku. Zerknęłam na ścienny zegar – było już po północy. Mój telefon zawibrował w kieszeni. Louis chciał się dowiedzieć, czy mnie nie zmienić na „warcie” i czy niczego nie potrzebuję. Powiedziałam, że nie. Chciałam zostać tu, z Zaynem, mimo że jest nieprzytomny. Wcześniej był tu cały komitet: Liam z Sophią, Perrie i reszta Little Mix, Louis z Eleanor i Niall. Pezz na początku strasznie płakała, El i Soph też miały łzy w oczach. Rozumiałam je, bo sam widok opatrunku na głowie Malika przyprawiał mnie o mdłości i w karetce, którą z nim jechałam ryczałam jak głupia. Nie przyszedł tylko Harry. Nie przyszedł do szpitala, do jednego ze swoich najlepszych przyjaciół tylko po to, by uniknąć spotkania ze mną. Czy naprawdę aż tak mnie nienawidzi? Co dokładnie stało się podczas ostatniego tygodnia? Na te pytania nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Bardzo mnie to dręczyło, jednak próbowałam się zmusić, by myśleć tylko o Zaynie i zostawić na razie sprawę z Hazzą, co było naprawdę ciężkie. Jakby nie patrzeć, to moja wina, że dostał od Maxa kamieniem. Mogłam go zignorować, ale nie, ja musiałam się z nim kłócić!
- Uch, jestem głupia! – syknęłam wściekle sama do siebie.
- Nie, Rebecca, nie jesteś. – odpowiedział mi cichy głos.
- Zayn! – wykrzyknęłam radośnie. Miał nieco zamglone oczy, ale uśmiechał się lekko – Jak dobrze, że się obudziłeś! Jak się czujesz?
- Trochę boli mnie głowa, ale poza tym okay.
- To dobrze. Potrzebujesz czegoś?
- Szczerze mówiąc, napiłbym się wody. Dostałem od Maxa kamieniem, co nie? Nie bardzo ogarniam, co się wtedy stało… - powiedział nieco niepewnie.
- Tak. To Max rzucił kamień, ale to też moja wina. – westchnęłam, wyciągając ze szpitalnej szafki niewielką butelkę i pomogłam mu się napić, co było dla niego nieco utrudnione.
- Dzięki. – powiedział – Kiedy mnie wypiszą?
- Chyba jutro, o ile będziesz się dobrze czuł. Z tego, co wiem, nie masz żadnych poważniejszych obrażeń. Tylko ta rana.
- Spoko. – pokiwał głową. Zapadła między nami cisza, ale nie taka niezręczna, tylko taka pełna zrozumienia i potrzebna, aby trochę odparować. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nadal trzymam rękę chłopaka. Nawet przytrzymałam mu butelkę, żeby mógł się napić tylko jedną ręką! Ale jemu to chyba nie przeszkadzało, a nawet zdawał się tego zupełnie nie zauważać. Ale zaraz… Przecież muszę jeszcze zadzwonić do chłopaków i powiedzieć im, że Malik się obudził!
***
- Cześć, stary! – zawołał Louis, bez skrępowania siadając na materacu. „Stary” uśmiechnął się szeroko.
- Siema. – powiedział.
- Jak tam się czujesz? – spytał Liam.
- Kiedy cię wypiszą? – dorzucił Niall. Uśmiechnęłam się lekko – to strasznie urocze, jak się o niego troszczą. Nagle drzwi pomieszczenia otworzyły się i stanął w nich Harry. Chłopcy spojrzeli na niego, potem na mnie, znowu na niego i znowu na mnie. A potem odwrócili się i zaczęli gadać jak gdyby nigdy nic. Nie chcieli nam przeszkadzać. Moje serce przyspieszyło. Czy on w ogóle chociaż na mnie spojrzy? Hazza wziął spod ściany jedno krzesło i przysiadł się do mnie.
- Cześć. – powiedział cicho, wbijając wzrok  w swoje dłonie. Coś we mnie drgnęło.
- Cześć, Harry. – odparłam, patrząc na niego.
- Wiesz… - zaczął powoli i niepewnie – Zawsze uważałem, ze sposób w jaki wymawiasz moje imię jest wyjątkowy.
Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć, więc siedziałam w milczeniu, wdychając zapach jego perfum.
- Przepraszam, że pozwoliłem ci tu zostać na tak długo. Nie powinienem był.
- Bez przesady. Chciałam tu być. – wzruszyłam ramionami.
- Nie rób sobie ze mnie jaj. – wydawał się zdenerwowany, a mnie nagle zrobiło się przykro – Pięć godzin na szpitalnym krześle to naprawdę zajebista sprawa. – mruknął sarkastycznie – Przyjechałaś tu po dziewiętnastej, a jest już po północy. To moja wina. – stwierdził dobitnie i ukrył twarz w dłoniach. Rozpłakał się, a mi zrobiło się nieco niedobrze. Kamień zaległ mi na sercu, bo wiedziałam, że nie płacze, bo siedziałam przy Zaynie, tylko z innego powodu. Z tego samego, dla którego ostatnio mnie unikał.
- Nie, Harry. To nie twoja wina. Nie wiem, co takiego ostatnio się wydarzyło, ale… – urwałam – Ale chcę, żebyś wiedział, że w moich uczuciach nic się nie zmieniło.
- W m-moich t-też nie. – wykrztusił przez łzy. Pielęgniarka weszła do pomieszczenia, ale nie zwróciłam na nią uwagi.
- Więc czemu? – spytałam, czując, że zaraz się popłaczę – Czy ja…
- Nie. – przerwał mi stanowczo – To n-nie twoja w-wina. Ja p-po prostu myślałem, że… Że tak będzie lepiej, bo w-wtedy ty przestaniesz być głównym c-celem ataków ludzi. Że jeśli przestaniesz b-być moją dziewczyną, to o-oni się jakoś uspokoją… Ale n-nie potrafiłem ci t-tego powiedzieć prosto w t-twarz, ja… - załkał – Zachowałem się j-jak tchórz. Byłem o-okropny. Łudziłem się, że t-to coś pomoże. – podniósł twarz i zaraz ją opuścił, zanosząc się płaczem

 
– P-przepraszam… - wyszeptał. Nie mogłam tego znieść. Przytuliłam go mocno.
- Wiem, że zachowałem się jak dupek. – zaczął na nowo, uspakajając się nieco. Pociągnął nosem – Wiem, że to wyglądało, jakbym bawił się twoimi uczuciami, jakbym miał cię w gdzieś i jakbym cię wykorzystywał, ale… Możesz mi nie uwierzyć, ale… Robiłem to dla ciebie, ale… Nie wyszło mi. Nie wiem, czy mi to wybaczysz, ale… Przepraszam.
- A daj spokój! – zawołałam, niemalże oburzona – Oczywiście, że ci wybaczam! Co to w ogóle za pytanie! Ja właściwie nie mam ci czego wybaczać, bo robiłeś to DLA MNIE! Powinnam ci dziękować! Za dobre chęci! – powiedziałam na jednym wydechu. Hazz spojrzał na mnie jak na niedorozwiniętą.
- Ale… - zaczął zdziwiony.
- A zamknij się… - mruknęłam i namiętnie go pocałowałam. W pewnym momencie, zupełnie niespodziewanie, podniósł mnie z krzesła, zakręcił się ze mną i ostatecznie przyparł mnie do ściany, całując. Do tej pory nasze pocałunki były raczej delikatne, ale ten był zupełnie inny – bardziej pożądliwy i zachłanny. Dopiero, kiedy się od siebie oderwaliśmy, zorientowałam się, że wszyscy nam się przyglądają. Także pielęgniarka, która właśnie miała wyjść z sali. Obdarzyłam ją uśmiechem, cmoknęłam Harry’ego w usta i podeszłam do szpitalnego łóżka Zayna, wysuwając się zza ciała mojego chłopaka.
- Co tam? – spytałam od niechcenia z uśmiechem. Szczęście rozrywało mnie od środka. Harry objął mnie od tyłu.
- Widzę, że u was zajebiście. – zaśmiał się Louis – Tak się cieszę.
- Ale o co chodziło? – zapytał nieco zdezorientowany Niall – No to znaczy, nie że się wtrącam, ale…
- Spoko. – odezwał się Harry, lekko ściskając mnie w talii – Mały krótkotrwały kryzys. Ale wszystko już okay, co nie? – nachylił twarz do mojej.
- Mhm. – uśmiechnęłam się.
***
- On musi za to zapłacić! – powiedział poważnie Liam. On, Louis i Harry patrzyli na mnie wyczekująco.
- Więc wy to zróbcie! – powiedziałam poirytowana. Nie miałam już siły, żeby bronić Maxa, zwłaszcza, ze oni mieli rację. – Sami sobie dzwońcie na policję!
Podniosłam się z miejsca i zaczęłam niespokojnie krążyć po pokoju. Zayn i Niall jeszcze spali, to dobrze, że puścili już Zayna do domu. Dostaliśmy od fanek tyle listów, kartek, tweetów i filmików na You Tubie. Życzyły Zaynowi, żeby wyzdrowiał. Kilka gwiazd, w tym Justin Bieber, również napisało na Twitterze kilka miłych słów. Ale nikt oprócz nas nie wiedział, co właściwie było przyczyną całej tej sytuacji. W mediach odmawialiśmy udzielenia informacji, co wywołało liczne spekulacje. Ale logiczne było, że fanki zabiłyby mnie, gdyby dowiedziały się, że jeden z ich idoli dostał kamieniem w głowę od mojego byłego, z mojego powodu.
- Dobrze. – powiedział w końcu mój chłopak – Więc my to zrobimy. – i rzeczywiście, zadzwonili na policję i złożyli zeznania przez telefon. Na koniec poprosili o anonimowość. Nikt nie mógł się dowiedzieć, ze my złożyliśmy zeznania, przynajmniej póki co. Bo w sądzie i tak będziemy musieli się pojawić. Niestety… Ech, zarąbią mnie siekierą. Wstałam i wyszłam z pokoju. Postanowiłam w końcu coś zjeść, bo jestem na pustym żołądku od jakichś czternastu godzin i zapewne wyglądam okropnie, ale szczegół.  Zrobiłam sobie tosta z masłem orzechowym i kawę, bo byłam wyczerpana. Po chwili na dół zeszli Niall i Zayn.
- Matko, wyglądasz strasznie. – wypalił Malik.
- Dzięki. – westchnęłam.
- To znaczy… Przepraszam. – usiadł obok mnie, a Niall po mojej drugiej stronie – Siedziałaś tam ze mną całą noc i ani na chwilę nie zmrużyłaś oka. Wybacz.
- Nie, naprawdę w porządku. Wiesz, że chciałam tam być.
- Znając ciebie, czujesz się tak winna, jakbyś osobiście przyłożyła mu tym kamieniem. – zauważył Horan, słusznie zresztą.
- No cóż… - mruknęłam. Zayn pocałował mnie w policzek i przytulił. Był mi wdzięczny, choć nie było za co.
- Jesteś super, wiesz o tym, co nie? – uśmiechnął się.
- Dzięki za komplement. – rozciągnęłam w uśmiechu pobladłe usta – Wiesz… Harry, Liam i Louis zadzwonili na policję i powiedzieli o tym, co zrobił Max…

- Ach. – to było chyba wszystko, co chłopak był w stanie teraz powiedzieć. Blondyn wydawał się nieco przestraszony, ale wyraźnie starał się zachować spokój. W końcu reszta zespołu zeszła na dół. Wszyscy w milczeniu zjedliśmy śniadanie, atmosfera była strasznie ciężka, cała radość gdzieś wyparowała. Przymknęłam powieki, spod których zaczęły powoli wypływać łzy.

3 komentarze:

  1. ufff, dobrze, że z Harrym i Rebbeką wszystko ok :D wspanialy rozdział <3

    OdpowiedzUsuń